Przepraszam, za czym stoi ta kolejka? – rozmowa z Tomkiem Marcem, Jolą Stelmach i Arturem Dygasem, założycielami drogerii Pigment, cz. 1

Ogólne
Spis treści

Drogeria Pigment to coś więcej niż sklep z kosmetykami. To miejsce doświadczania przyjemności. Zanim jednak powstały pozostałe dwa sklepy stacjonarne i online, pierwszy Pigment przy ul. Jerzmanowskiego działał na powierzchni… zaledwie 20-kilku metrów kwadratowych. W drogerii na Długiej kolejka nieraz zawijała się wokół sklepu dwa razy, o czym dawał znać tworzony przez fanów fanpage „Czy dzisiaj w Pigmencie na Długiej jest kolejka?”. Skąd się wzięła? Co różni Pigment od innych drogerii?

Drogeria Pigment, ul. Długa 76 Marketing przy kawie

Drogeria Pigment przy ul. Długiej 76, 2016 rok. Autor zdjęcia: Jacek Szlak (Marketing przy Kawie)

Jak właściwie się poznaliście?

Tomek Marzec: Poznaliśmy się w trójkę w jednej z perfumerii na krakowskich Czyżynach, w 2008 roku, więc trochę się już znamy. Pracowałem tam jako kierownik, a Jola miała plakietkę z innym imieniem. Poprawiała dekorację na sali, więc sugerując się imieniem, powiedziałem: „ładnie to ułożyłaś, Agata”.

Jola Stelmach: Znałam wcześniej Tomka wtedy głównie z opowieści. Nie mogłam uwierzyć, że w szatni wszystkie buty musiały być równo ustawione – taki właśnie był. Wprowadził tam ład, ale poza tym, że panowała jakość, aż miło się tam przychodziło. Jedno nie wykluczało drugiego.

Tomku, wielu naszych fanów o tym nie wie, ale masz bogate doświadczenie w branży beauty. Opowiedz co nieco o swojej drodze. Zdradźmy: przed Pigmentem pracowałeś w… Galerii Centrum oraz dwóch innych dużych drogeriach, w tym Sephorze. Czym się tam zajmowałeś i czego Ci brakowało? Dlaczego odszedłeś?

T.: W Galerii Centrum pracowałem jako konsultant. W Sephorze, która po GC stała się szybko moim ówczesnym ideałem drogerii, doszedłem do stanowiska specjalisty. Byłem takim wielbicielem Sephory, że złożyłem CV do wszystkich sklepów w Krakowie. Rekruterzy zauważyli mój upór i znalazłem się tam, gdzie chciałem. Niczego mi tam nie brakowało. Wrażenie robił na mnie wtedy zwłaszcza ich standard obsługi, pasja do produktów i strona wizualna.

Obojętnie, czy to jest sklep, czy ciuchy czy samochód, ważny jest dla mnie twórca i sam pomysł, który za nimi stoi – ponad wszystkim. Tak samo jest z kosmetykiem czy perfumami, to jest swego rodzaju „dzieło”. Nie podobało mi się, że w pewnym momencie drogerie zaczęły naśladować i kopiować się nawzajem. 

Z czasem z miejsc pełnych pasji, z autentycznymi wartościami i prawdziwym zaangażowaniem stały się korporacjami beauty z celami do wypełnienia, z naciskiem na sprzedaż określonych produktów.

Na krótko przed Pigmentem byłem też kierownikiem perfumeriiw innej dużej sieci. Tam nauczyłem się spontaniczności i odwagi w podejmowaniu decyzji. No i poznałem Artura oraz Jolę.

Artur Dygas: To miejsce dało nam merytoryczne podstawy i doświadczenie pod stworzenie Pigmentu.

Jak wpłynęło to na jego kształt? Czy tworzyliście go na zasadzie kontrastu do innych drogerii?

J.: Na pewno dużo się tam nauczyliśmy, tworząc Pigment chcieliśmy zachować tę „iskrę”, którą oboje mieliśmy na początku w innych miejscach i podczas naszej wspólnej pracy.

T.: Inspirował mnie też życiorys i książki Andrzeja Bliklego, który z historycznej, cukierniczej marki, która była na ustach i w ustach wszystkich (ze sławnymi pączkami) zaliczył dołek, ale wyciągnął z tego wnioski, a teraz uczy biznesu na własnych błędach. Chciałem stworzyć przede wszystkim „turkusowe” miejsce pracy, w którym wszyscy mają możliwość się realizować. Bez nadmiernej kontroli, z pełnym zaufaniem i przy współpracownikach, którzy robią najlepiej to, co umieją i biorą za to odpowiedzialność.

A.: Pigment od początku miał wyróżniać się wobec innych miejsc – chodziło nie tylko o inne witryny sklepowe, ale też organizację wewnątrz, społeczność. Zależało nam, by dawać szansę na rozwój i samemu uczyć się od ludzi, z którymi współpracujemy.

Co zdecydowało, że zaczęliście myśleć o własnej drogerii? Jakie miejsce chcieliście stworzyć?

A.: Marzyliśmy o swoim miejscu już od dawna. Kiedy się poznawaliśmy, dużo rozmawialiśmy na różne tematy, w tym na temat beauty – czego chcemy i czego nie widzimy we wspólnej drogerii.

T.: Ja myślałem o swojej drogerii już pod koniec lat 90. Miałem wtedy 18-20 lat, więc niewiele doświadczenia, ale za to masę energii i chęci. Nasza pierwsza drogeria przy ul. Jerzmanowskiego 14 w Krakowie (dziś nazywamy ją „małym Pigmentem”), to był sklep, w którym eksperymentowałem na żywym organizmie. Formalnie należał do kogoś innego, ale mogłem nim zarządzać. Na początku można było dostać tam artykuły papiernicze czy rajstopy. Przekształciliśmy ten sklep w drogerię. Zmniejszyliśmy zaplecze, stworzyliśmy część samoobsługową i „za ladą”. Potem, w poszukiwaniu wyższych zarobków i innego doświadczenia wylądowałem w Galerii Centrum, a dalszą drogę już znasz.

Drogeria Pigment, ul. Jerzmanowskiego 14/15

Drogeria Pigment, ul. Jerzmanowskiego 14/45, 2013 rok – nasze pierwsze logo i szyld 🙂

Drogeria Pigment, ul. Jerzmanowskiego 14/45

Drogeria Pigment, ul. Jerzmanowskiego 14/15, 2010 rok – przed epoką Visual Merchandisingu

Założenia były takie, by iskra do tego, co robimy i co kochamy (do kosmetyków), nie zagasła – a byliśmy z Jolą już wtedy na dobrej drodze do jej wypalenia. Chcieliśmy mieć drogerię daleką od zasad korporacyjnych i sztywnego zarządzania. Do tego, by przejąć mały Pigment i założyć drugi, przy ul. Długiej, pierwszy przekonał mnie Artur, który razem z nami jest trzecim, nieformalnym założycielem Pigmentu. Przez pierwsze trzy lata prowadziłem mały Pigment z pomocą Artura, ale później, w 2013 roku przekonał mnie do nawiązania współpracy z Jolą.

Wiedziałem, że na małym Pigmencie nie osiągniemy tego, co nam się marzyło. Zadzwonił do mnie Darek z PGD – Polskiej Grupy Dystrybucyjnej, że jest sklep do sprzedania. Rozmawiałem wtedy długo z Arturem i Jolą. Warunki w poprzedniej pracy pomogły jej podjąć decyzję o współpracy. Tak stworzyliśmy z Jolą spółkę – i sklep na Długiej.

J.: Dokładnie. Ja pomagałam wówczas w sprzedaży i inwentaryzacji, redagowałam też pierwsze wpisy na naszym Facebooku, ulotki, plakaty i pierwszy prezent dla naszych Gości: kalendarzyk.

Drogeria Pigment, ul. Długa 76

Drogeria Pigment, ul. Długa 76, 2013 rok – początek działalności

Drogeria Pigment ul. Długa 76

Drogeria Pigment, ul. Długa 76, 2013 rok – początek działalności

Jaką chwilę w Pigmencie uważacie za przełomową?

J.: Pojawił się w Polsce trend na kosmetyki naturalne, w tym na początku przodowały marki rosyjskie. Powstał dział Marketingu i Aneta, która jako pierwsza pokazała nam pewną świetną maseczkę drożdżową. Chcieliśmy mieć wtedy nietypowe, niszowe marki, ale nie myśleliśmy o Rosji. Na tamte czasy, 6-7 lat temu opakowania z cyrylicą wyglądały hardkorowo – w zestawieniu z zachodnimi kosmetykami.

T.: Mieliśmy początkowo opory, nasi Goście również (zwłaszcza, że był to czas rosyjskiego embarga na jabłka z Polski), jednak siła rekomendacji Gości zwyciężyła – głos ludzi i ich sugestie są najważniejsze w tworzeniu Pigmentu. Później były też szampony Babuszki i Planeta Organica oraz marka Love 2 Mix.

J.: Taaak, fantastyczna seria Love 2 Mix z papryczką na porost włosów, nasi Goście bardzo ją  chwalili i żałowali, że zniknęła. My również!

Tomku, sam doradzałeś jako konsultant płci męskiej, dlatego muszę Cię o to spytać. Jak postrzegano Cię kiedyś w tej roli, w innych drogeriach a jak jest obecnie?

T.: Kiedyś postrzegano konsultantów ze zdziwieniem, chociaż moje koleżanki zawsze były miło zaskoczone i nie miały żadnych „ale” do faceta w sklepie z kosmetykami.

A.:A ja z kolei, jako kandydat na konsultanta – sprzedawcę, przeszedłem przez ogień pytań, które miały poddać w wątpliwość moją aplikację – czy poradzę sobie w towarzystwie innych kobiet, czy nie będę mieć problemu z tym, że kobieta wydaje mi polecenia, jak poradzę sobie z doborem kolorów pomadek czy podkładów, ale się wybroniłem. W końcu w życiu codziennym również mam kontakt z kobietami, choćby z mamą czy siostrą. Branża jednak zawsze mnie ciekawiła – dlatego edukowałem się na temat rodzajów kosmetyków, szkoliły mnie też z tego koleżanki, w tym konsultantki danych marek. Obawiałem się, że drogerie nie są jeszcze gotowe na mężczyzn, ale na szczęście się udało.

Drogeria Pigment - mężczyźni

Testy nowych odcieni pomadek przeprowadzamy nie tylko na kobiecej części naszego Zespołu 🙂

Czy w historiach o odgryzaniu testerów szminek jest trochę prawdy, czy to jednak miejska legenda? 😉 Czy możecie przytoczyć jakąś zabawną historię?

J.: Jasne! U mnie to była historia z kremem pewnej marki premium, jeszcze za czasów Czyżyn. Przyszła Pani, która prosiła o otworzenie pudełek trzechidentycznych kremów tej marki po kolei. Byłam zdziwiona, bo nigdy nikt o to nie prosił, i nie wiadomo, co Gość właściwie ma na myśli. Otwieram pierwszy – nie, to nie ten. Drugi – też nie. Trzeci – tak, to o to chodziło! Pani wydawało się, że w kremie były dołączone dwie szpatułki, tymczasem okazało się, że to stickery – zabezpieczenia, które dla niej były szpatułkami do nakładania. ;-)))

T.: Stoję sobie przy szafie z makijażem i widzę, jak Pani ogląda różne podkłady, a od czasu do czasu dziwnie wykrzywia prawą rękę. Coś jest nie tak – myślę. Podchodzę bliżej, patrzę, a Pani nalewa sobie podkład… do ręki! Powiedziałem, że nie wiem, czy tak nałożony podkład wytrzyma 😉

Co doradziłbyś / doradziłabyś sobie samemu na początku przygody z Pigmentem – z perspektywy lat?

T.: Od początku budować Pigment według wskazówek Bliklego i turkusowego scenariusza.

J.: Być odważniejszym w decyzjach. Czasami zbyt dużo czasu zabierało nam podjęcie pewnych kroków.

A.: Więcej pewności siebie – było dużo zawahań, momentów, które nas blokowały. Być może moglibyśmy rozwinąć się wtedy jeszcze szybciej. Szlibyśmy bardziej na żywioł. Ostrożność była podyktowana chęcią osiągnięcia doskonałości.

J.: Pamiętam, jak dzwoniły do nas dziewczyny z Długiej, że kolejka zawija nam się dwa razy przez salę – i co one mają robić. 😉

T.: Pojawiła się też obawa, że Goście się od nas w związku z tym odwrócą – że nie nadążymy za tym, czego pragną. Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda nam się to poukładać.

T.: Nie myśleliśmy też, że tak szybko staniemy się tak dużą firmą, że będziemy potrzebować innego, większego magazynu. Na małym Pigmencie chcieliśmy robić swoje najlepiej jak umiemy. Dziś nie dalibyśmy się zaskoczyć – zakładalibyśmy to w planach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

7 + twelve =